ojcze dyrektorze...

2007-01-10 21:59:34

włączam telewizor. Gówno. Akcja z Wielgusem ucichła, trochę o skrzypku. Przełączam na kuchnia.tv, wolę przecież coś zjeść. W kończy się na bagietce z ricottą i czerwoną cebulą. Dla odmiany mojito bez mięty. Dzwonię- zajęte. Pies stuka mnie w prawe ramie. Orły temidy- wyłączam. Siadam do komputera i knuję.
Był.
Trzy tygodnie. Jak przyjechał chciałam by jechał. Jakoś się zabarakadowałam przez te trzy miesiące przed uczuciem. Było mi dobrze, bo uznałam że lepiej byłoby dla mnie gdybym go nie kochała. Doprowadzał mnie do irytacji, wydawał mi się śmieszny i do niczego nie potrzebny. Chwilowa wyższość, której mi chyba brakowało. Po tygodniu, a w zasadzie około sylwestra, a może w sylwestra pod wpływem białego szaleństwa doszłam do wniosku, że go kocham. Było całkiem fajnie. Pierwszy sylwester w moim życiu bez żadnego stresu. W domu i tylko z nim. Siedzieliśmy do 8 rano. To wtedy przybiłam się, że wytatuuje sobie pierwszą literę jego imienia.
A jak już wiadomo frajerskich wyłamek nie ma. No to mam, pod pachą i w zasadzie nie widać, bo na wysokości stanika. Ale nawet to ładne. On machnął sobie wielkie K na pół boku. Mówi że sie cieszy. Po tym wszystkim stwierdziłam że nie ma jednak co sobie wkręcać czy się kocha czy sie nie kocha. Tylko poddać się chwili. 4 stycznia weszłam do kancelarii w kościele św. Aleksandra. Bynajmniej nie na moje życzenie. Wszystko wiemy. Mamy nawet termin (?!?!?)
Nie chcę tego komentować. Dla odmiany mam depresję. Jest mi przykro. Bo nie mam za co złapać.
Kurwa, powinnam być na siebie zła, bo jestem tak mi jest żałośnie że go nie ma.
Jak widać popierdoliło się.
A chociaż może i nie bo ja doszłam do wniosku że w sumie nie warto nic sobie wbijac na siłe do głowy dziś go kocham jutro nie. Za krótko to wszystko trwa i sumie nie żałuję że tak się stało bo jak robiła ten tatuaż to było fajnie, jak mówiłam mu że go kocham też. A jak jutro stwierdzę że go nienawidzę to przecież tez świat się nie zawali. Niech to wszystko płynie. A na razie fajnie jest za kimś tęsknić. Nie będę sobi etego upierdalać mimo, że bym mogła. Bo chyba fajnie jest tęsknić.
Cały czas się nad tym zastanawiam, czy dobrze zrobilam, że znowu się tak otworzyłam , ale w sumie czemu nie. Gorzej z tych sytuacji juz nie bedzie, było już wszystko, a może być lepiej życie jest śmieszne. Takie na książkę chce doświadczać wszystkiego. I życzę wszystkim szalonych uniesień nawet jak za tydzień nie miało by to sensu. Tak mało przecież szczęścia w życiu. A wspomnienia zostają.
Niewiem co mnie naszło, ale na prawdę tak myślę.
Nie boję się tego jak to dalej już będzie bo będzie na pewno JAKOŚ.
nie żałuję nawet strptizu na tle choinki, przecież było fajnie. Mimo że od lat uwazałam że to nazbyt upokarzającej dla takiej damy jak ja mimo że tylko on miałby to oglądac. Było po prostu fajnie jak łzy mi ciekły po policzku i fajnie jak mówisz że nie możesz beze mnie żyć. Fajnie dla następnych paru lat. Nikt mi przeciez nie odbierze tych fajnych chwil.

*w dzień łykam deprim. wieczorem pijam mojiho. bez mięty.

skomentuj (0)
Strona główna